19 05

I jak to z początkami bywa, do łatwych nie należą, ale skoro zakiełkowała już myśl o wyruszeniu w podróż w walce z depresją, musimy się przygotować dostarczając jej światła i wody aby myśl mogła rozkwitnąć. Start jest tu i teraz, meta – nieistotna na chwile obecną – pamiętajcie, oczekiwania rodzą tylko rozczarowania, dlatego od dziś wymagacie od siebie sercem, a nie rozumem. Choć wiadomo, wewnętrzny krytyk od tak nie zniknie, ale wspierając siebie i swoje myśli, szybko zmienisz go w najwierniejszego kibica. Niemożliwe, to patrz…

Jak przed każdą wyprawą, przygotowujesz plan i listę rzeczy do spakowania i w tym przypadku jest podobnie i tu nie chodzi o materialne i namacalne dobra, a o worek myśli, który na początku będzie swoje ważył. W moim przypadku było to nastawienie być albo nie być, i wiedziałam że to ostatnia deska ratunku. Ale skoro już byłam na dnie, to pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy – i tak nic nie tracę – 1 próba i już. Nie oczekiwałam całkowitej zmiany życia, nie oczekiwałam że w 1 dzień nadrobię paręnaście lat. Także moi drodzy, wskazówka 1 – akceptacja.  Ale co akceptujemy? Stan obecny – to na pewno, nie zadawaj sobie pytania ‚dlaczego ja?’, ‚jaki to ma sens?’, ‚co ze mną będzie za rok?’ – to bez sensu. To była największa pułapka moich myśli przez wiele dłuuuugich lat. Szukałam odpowiedzi, dlaczego to ja jestem chora, a inni tak pozytywnie nastawieni do życia, osiągają co chcą, i każdy ich lubi. A ja? Jak tylko zaczynałam marudzić, „przyjaciele” mówili bye bye – w końcu po cholerę im cudze bolączki i narzekanie z ust wiecznej pesymistki. Wielokrotnie na każdy pomysł, próbę pomocy ze strony bliskich, reagowałam agresją i od razu miałam setki argumentów, dla których to nie ma sensu. Bo przecież tak już będzie, nic się nie zmieni i umrę nieszczęśliwa… I tu jeszcze myśli użalające się pojawiały – bo skoro tak już jest i będzie, to najwyraźniej zasłużyłam, ale czym? I tu winą obarczałam wszystkich świętych.

Wielokrotnie na jakąkolwiek możliwość zmiany pojawiały się zniechęcające myśli i wciąż ten sam tekst, jak bardzo nie chce mi się żyć. Ale to była jedynie myśl spowodowana chorobą, myśl która zawsze mijała, bo już teraz musicie wiedzieć, że każda emocja, w tym też cierpienie, ma swój początek i koniec. I jedyne co musisz zrobić to zaakceptować emocję, myśl, uczucie – na początku tej drogi, nie analizuj, nie szukaj powodów, nie zadaj pytań, nie szukaj odpowiedzi. Depresja jest chorobą duszy i tego też się nauczyłam z czasem, ale to choroba jak każda inna i to tylko od Ciebie zależy co dalej. Jeśli dajesz sobie szansę, to najważniejszy krok do zmiany. Ja sobie tej szansy nie dawałam przez ok. 15 lat. Czy żałuję? Nie, potrzebowałam tego czasu, nauczył mnie wiele, poznałam szeroką gamę uczuć i o nie jestem bogatsza. I fakt, na depresję zapadają nierzadko najbardziej wrażliwi, ale też najbardziej inteligentni. Nie mylić tych wrażliwzców ze słabouszami – to najwięksi wojownicy tego świata. I to potwierdzi każdy, kto doświadczył choroby, jaką jest depresja. Bo tu 100% starania się to mało, kiedy nie możesz wstać z łóżka, kiedy nie rozumiesz uśmiechających się wokół ludzi, kiedy kąpiel graniczy z cudem, zaniedbanie siebie sięga zenitu. Tak, tak, byłam tam, poznałam, zwiedziłam, wróciłam. Czas na Was.

Dobra, skoro mamy już temat akceptacji na liście, to kolejnym krokiem będzie zabawa naukowa – wskazówka 2 – badamy możliwości. Jeśli myślałeś że z depresją poradzisz sobie sam, hmmm, muszę Cię rozczarować. W Twoim mózgu zaszły zmiany, i to nie działa tak, że usiądziesz, powiesz do siebie ‚myśl pozytywnie” i już, cuda. Tu potrzeba czegoś więcej, to nie złamanie kości, która w gipsie się zrasta. Choć i w tym przypadku do lekarza udać się musisz. Są 2 składowe tego działania:

  • terapia – poszukaj terapeuty w swoim mieście. I tak, są lekarze, którzy przyjmują prywatnie, ale nie wszystkich stać by za godzinę rozmowy zapłacić 100 zł. Są też poradnie działające na NFZ, tylko że kolejka spora. Ja w całym procesie leczenia przechodziłam przez różne formy terapii, i z wydanych środków finansowych pewnie kupiłabym już choć kawalerkę. Ale i na to jest rozwiązanie. Najpierw szybkie pytanie: stać mnie czy nie? Tu nie ma psychologicznej rozkminy, krótka piłka.

stać mnie: szukasz psychologów w swoim mieście, najlepiej najbliżej miejsca zamieszkanie. Dlaczego zapytasz? Są dni, gdy będziesz w gorszej formie, im mniejszy wysiłek i droga do pokonania, tym lepiej. Następnie sprawdź opinie o danym lekarzy, internet prawdę Ci powie, choć pamiętaj – weź poprawkę bo pacjent pacjentowi nie równy, i na każdego działa coś innego. No ale od czegoś zacząć musisz! Jeśli nie czujesz się na siłach na rozmowy i kontakt typowo z recepcją, użyj formularza by się zapisać. Mi forma kontaktu przez ZnanyLekarz.pl wszystko ułatwiła. Bo sił na telefoniczne wyjaśnianie i analizę słów drugiej strony brakowało.

nie stać mnie: szukasz poradni przyjmujących na NFZ, są w każdym mieście więc tym się nie wykręcisz. Trzeba czekać miesiąc/dwa? Akceptujesz, wybierasz dzień, godzinę i czasem się nie martw – gwarantuję, że będziesz miał co robić. Pamiętaj, żeby sprawdzić, do jakiego lekarza zostajesz zarejestrowany, sprawdź opinie i jego doświadczenie. W końcu musisz wiedzieć z kim będziesz miał do czynienia.

Jeśli przyjdzie Ci czekać dłużej na wizytę, wykorzystaj ten czas na poznanie wroga. Powiedzmy sobie szczerze, depresja przyjaciółką nie jest. Ale gwarantuję, że można ją przekuć w coś dobrego. A bez akceptacji ani rusz – patrz wskazówka 1;] W internecie znajdziesz fundacje pomagające chorym, jak również fora, gdzie osoby zmagające się z depresją poszukują kompanów do rozmów (np. http://www.depresja.ws/). W końcu kto Was lepiej zrozumie, niż osoba, która sama boryka się z długotrwałym dołkiem, przeplatanym okresami hiper energii.

  • farmakologia

Wszelkie psychotropy wypisuje psychiatra, także i do tego świrologa musisz się udać. Wybaczcie termin „świrolog” ale to zawsze ułatwiało mi akceptację sytuacji. Psychotropy nazywam „lekami na świrka”, co również pozwala mi oswoić się z myślą o ich zażywaniu. I tu rada ode mnie, są różne leki i różne ich działania – ale każdy z nich ułatwi Ci funkcjonowanie – chodzi głównie o to by podtrzymać lepszy/umiarkowany nastrój i dać sobie chwilę odsapnąć. Z pójściem do tego specjalisty czekałam na dzień z większą energią, lekarzy jest jak mrówków, podeprzyj się opinią i rozważ prywatną wizytę na początek by mieć czas na wyczekanie w kolejce do poradni na NFZ – niestety, witamy z Polsce.

O doświadczeniach z lekami jeszcze Wam opowiem. Na chwilę obecną – chcę abyście mieli świadomość możliwości, jest ogrom ludzi w podobnej sytuacji, jest mnóstwo miejsc wartych Waszej uwagi, jest mnóstwo ośrodków udzielających pomocy. Jak to ważna dla mnie osoba, zawsze mi powtarzała, siła w kupie.