10 07

Hmmm… kilka tygodni przerwy i z czym wartościowym można wrócić. Czasami tak to już w życiu jest, że są rzeczy ważne i ważniejsze. I wybór niewłaściwych priorytetów, może tylko zaszkodzić. A dziś … walka z czasem i obowiązkami trwa. Podkręcamy tempo i już. Nawet trudno mojemu umysłowi zaakceptować fakt niedzielnego dnia.

Ostatnie tygodni były inne – dały w kość. Pobyt mojej siostry w pl, 10-lecie odejścia mamy, pojawiające się oferty współpracy – wszystko doprowadziło mnie do stanu wewnętrznego wyciszenia. A teraz, kiedy lista zadań na każdy dzień nie maleje, nie ma miejsca na spokój, jest panika;] Ale taka komiczna, nie wiem czy znacie ten stan, umysł podpowiada zamęt i pojawia się śmiech jako konsekwencja strachu.

A dziś już mogę zdradzić, że będzie jeszcze gorzej. Etat z językiem holenderskim w corpo, współtworzenie agencji i dodatkowe zlecenia dla 4 sklepów – jak, gdzie, kiedy – ja się pytam? Ale to chyba właśnie to wyzwanie i tempo codzienności mnie nakręca i nawet nie zastanawiam się nad drobnostkami, zwyczajnie działam, modląc się, aby doba uległa wydłużeniu, a zadania zostały zoptymalizowane czasowo do minimum. Toż to przecież cyborga tu potrzeba ;(

I wiecie, żeby jeszcze poczuć prawdziwe tempo życia i tę nutkę rywalizacji, wybrałam się na fitness. Nie byle jaki;] Bo o zajęcia „płaski brzuch” chodzi, to już możecie sobie wyobrazić mój udział w godzinnych ćwiczeniach po odpuszczeniu sobie sportu przez wiele… tygodni. Pierwsze 5 minut zajęć – myślałam, że intensywność przy wyborze ćwiczeń pomyliłam, po 10 minut wyglądałam gorzej niż po 5 km biegiem. Kręgosłup bolał, mięśnie, o których nie miałam pojęcia, przypomniały o swoim istnieniu i gotowa byłam wyjść. Problem tylko w tym, że nie lubię przegrywać, z 20 osób wokół, każdy walczy – a ja mam być gorsza? Ni cholery. Z wysiłkiem wracałam spacerkiem 15 minut do domu. Ale też z bananem na gębie. Polecam. Wiele do odkrycia z naszych możliwości!

Jutro – to taki idealny dzień w plenerze i nie, bynajmniej nie wybieram się w drogę handlowca wciskającego produkty tu i tam. Planowany wypad od paru tygodni. To ostatni dzień na odpoczynek przed jeszcze większym zapierdzielem. Cudowne towarzystwo mojej przyjaciółki – uczczenie 14 lat przyjaźni i kierunek – Karpacz. Takie chwile dodają skrzydeł pomimo zapowiadanych burz i 26-29 stopni. Ale ostatnie dni tak dały mi wycisk – same spotkania z Klientami, stres, wiele godzin pracy i nadal nie widać końca. A co tam, należy mi się!

Oto moje dzisiejsze odkrycie w Biedronce;]

kawa

Napój kawowy Cafe d’Or, 230 ml – cena 2,29 zł

i powiem dla jasności, CAPPUCCINO z tej wersji to mój faworyt, smak super, ale nie liczcie na typowe kawowe pobudzenie. Jakby to moja babcia ujęła – koło kawy to nawet nie leżało;] Ale pychotka – coś za coś…