23 07

1.Karpacz – wycieczka super, czas z przyjaciółką bezcenny, ale drobny zawód się pojawił. Pogoda dopisała, humory też, do czasu… wizyty w „karczmie” po Kuchennych Rewolucjach z Magdą Gessler. I normalnie nie poruszam takich tematów, nie lubię oczerniać miejsc i ludzi, ale z racji ilości odwiedzających Karpacz, muszę i o tej wpadce wspomnieć. Miejsce nazywa się Biały Jar, super oznakowane – to z tych fajnych rzeczy na tyle. Jedzenie – z mikrofalii, nie możecie sobie wyobrazić mojego zażenowania gdy młodziutka kelnerka (na moje oko max 16 lat) postawiła na stoliku dwa pasma łososia, 3 małe pieczone ziemniaki, liść sałaty i maliny?? Hmmm. Łosoś – ciepły w środku, gumowaty, w czasie oczekiwania dało się słyszeć charakterystyczny dźwięk mikrofalówki. Ziemniaki – zupełnie bez przypraw, twardawe w środku. Liść sałaty – bez komentarza. Maliny – wtf. Ale to nie wszystko, w karcie widnieje informacja, że koszt tego dania wynosi ok.12 zł – nic bardziej mylnego, to kwota za 100 g – nikt nie omawia z Tobą ile łososia chciałbyś otrzymać na talerzu, i nawet nie informują że kwotę końcową należy pomnożyć x3 (ponad). I to nie koniec – syf wszędzie, kurz na słoikach, zbędne ozdoby, siedlisko bakterii – zero śladu Magdy Gessler. Co więcej to miejsce nazywa się rezydencją, jest tam hotel i restauracja. O standardzie hotelu nie mogę się wypowiedzieć, ale kuchnia, obsługa – odpada. Z tego miejsca i ta fotografia stała się bezsensownym epizodem.

biayjar

A jednak wycieczka była super mimo tego epizodu gastronomicznego. Idealny czas na wspominki i uczczenie 14 lat przyjaźni.

2.Mieszkanie – no i czas na przeprowadzkę, wiadomość o konieczności opuszczenia lokum otrzymałam w czasie pierwszych treningów w nowej firmie. Stres i panika – jedyne, co pamiętam. Czasu na znalezienie nowego mieszkania niewiele, i te myśli co z meblami, co z Pablitem. Plan był prosty: mieszkanie min. 40m2, nieprzekraczające 1900 zł ze wszystkimi opłatami, szybki dojazd do pracy, dużo terenów zielonych i balkon dla Pablita. Za dużo wymagam? Jak to rynek po researchu mnie nauczył, stanowczo za dużo. Ale trzymajcie kciuki, jutro jadę oglądać mieszkanie – a nóż choć ten problem się rozwiąże.

Lubię zmiany, ale te, na które mam czas. Jak tylko pomyślę sobie o przewożeniu rzeczy z jednego końca miasta na drugi, cała ta przeprowadzka w umyśle urosła do rangi niemożliwości.

3.Praca – połączenie wszystkich wykonywanych obowiązków to nie lada wyzwanie. Dni wyglądają podobnie, choć jeszcze wszystko dogrywam czasowo. I mimo mojego poukładania doba nie chce się wydłużyć. Nowe miejsce pracy? Wiele powiedzieć nie mogę, za wcześnie na ocenę i analizę stanowiska pracy. Ludzie? Fajni. Dojazd? Beznadziejny. Możliwości? Genialne. Decyzja? Właściwa.

Mam obecnie o tyle dużo szczęścia, że mogę w ciągu jednego dnia wykonywać, to co lubię, to co kocham, w języku który lubię, ucząc się języka, który kocham.

Nie wiem, jak to wszystko się stało, jak to moje życie nabrało innego tempa, jak to los chciał, abym ponownie spotkała bliską mi osobę w codzienności zawodowej.

Czas zmian, czas działania, czas planowania przyszłości.