07 05

Mój ulubiony dzień tygodnia, idealny moment na pracę, oderwanie się od rzeczywistości, porządki domowe i rodzinny odpoczynek. To także dzień przemyśleń, takie nastawienie na dokonanie zmian od poniedziałku.

I tak przemyślenia dziś rozpoczęły się od porannej pracy i kontaktu z Klientem. A muszę się przyznać, że dopiero po 10 odpaliłam komputer i Pablito dopiero po 10 zaliczył swój spacerniak. Szybkie ogarnięcie, parę maili, ciepła woda z cytryną, filiżanka kawy i mogę zaczynać dzień. Czy wszyscy pracują w sobotę?

Następnie udało mi się być świadkiem osiedlowej bijatyki żulów i od razu pomyślałam jakie to motywujące. Patrząc na żulów jedyne o czym myślisz, to byle nie skończyć jak oni i nagle pojawiają się chęci do ciężkiej pracy i nauki. Tylko ja tak mam?

Szybki trip do sklepu i zderzenie z upałem w aucie przypomniało mi o tych upalnych dniach spędzanych na etacie. Dramat, kiedy czeka nas 8 godzin w zamkniętym pomieszczeniu, duchota, niechęć, zmęczenie. I albo klima włączona albo nie, bo innym zimno. I musisz pamiętać, że sam w biurze nie jesteś, a jak ktoś ustawi klimatyzację na niższą temperaturę, wówczas już następnego dnia czujesz mrowienie w gardle i stan podgorączkowy. A do roboty trzeba iść. Takie to właśnie wspomnienia powróciły.

Długi spacer wzdłuż Odry, widok uśmiechniętych kolarzy, freaków joggingu, szczęśliwy Pablito, partner przy boku – czego chcieć więcej? Jedyne co przychodzi mi do głowy, to mniej chwil w samotności i poczucie spełnienia zawodowego. Choć i z tym ostatnim troszeczkę się pozmieniało ostatnimi czasy.

spacer

Jak zakończyć idealny dzień? Krewetki i sushi to jest to.

No i godzina 21. Czas na drinka i odpoczynek;]