25 11

Piątkowy wieczór, pokój hotelowy, widok z okna na Ślężę, książka w dłoni.

Wszystko jest. Taką formę odpoczynku zaplanowałam parę tygodni temu. Już wówczas czułam zmęczenie, po drodze spore rozczarowanie bliską mi osobą, wypadek samochodowy, duże wydatki, stresy 12-godzinnego dnia pracy, coraz to nowsze oczekiwania – i mam, co mam.

Wrak psychiczny i fizyczny. Czuję, jakby życie płynęło bez mojego udziału. Albo jakby mój udział nie był wymagany. Ostatnie 2 tygodnie to walka z pracą, z czasem, z próbą wydłużenia doby i ciągłe rozczarowania ludźmi. Los płata figle co chwilę, a niewidzialna ręka pokazuje znak stopu. Tak więc się zatrzymałam. 3 sposoby na udany wieczór:

  • Wracam pamięcią do pierwszego roku studiów, kiedy to odkryłam ulubioną autorkę niesamowicie dowcipnych książek, dziś w ręku trzymam ponownie dzieło „Pani mecenas ucieka” Sophie Kinsella.

sophie

„Samantha jest prawniczką. Ma dwadzieścia dziewięć lat, iloraz inteligencji 158, wysokie szpilki i wszelkie szanse, by zostać wspólniczką w firmie Carter Spink. Jednak gdy popełnia fatalny błąd, który kosztuje firmę jej klienta 50 milionów funtów, wszystko wskazuje na to, że jej życie przewróci się do góry nogami. Pani mecenas musi uciekać.
Z londyńskiego biura trafia w szczere pole, a niewinne pytanie o drogę zamienia się w rozmowę o pracę. I w ten sposób absolwentka Harvardu i obiecująca prawniczka zostaje… gosposią! Nowi pracodawcy nie mają pojęcia, że zatrudnili prawnika, podobnie jak Samantha nie ma pojęcia, jak włączyć piekarnik. Nie wspominając o obsłudze pralki, przyszyciu guzika czy ugotowaniu ziemniaków… I choć nigdy by nie przypuszczała, że łatwiej jest pomóc klientowi oszczędzić miliony funtów, bierze głęboki oddech i postanawia spróbować.”

  • sushi – uwielbiam samotne chwile ze smakiem wasabi, łososia i sosu sojowego

sushi

W taki sposób chwilowo zapominam o realiach codziennego życia w korpo, a mimo początkowych założeń, jest coraz ciężej. Czasami odnoszę wrażenie, że jestem zbyt ogarnięta i powinnam udawać, że nic nie rozumiem. Wówczas nie będą wrzucać mi kolejnych zadań. I nie odbierzcie mnie źle, lubię pracować, do niedawna tylko pracą żyłam, ale 14 godzin dziennie nie chcę pracować na zarobek innych osób. Wolę ten czas poświęcić na swoją markę, a takie codzienne brednie jak feedback, wyznaczanie abstrakcyjnych celów by tylko wypchać cudze plany rozwojowe. Bleeeee.

Idę chillować, bo na myśl o korpo i tego mi się odechciewa.