17 05

Po 2-tygodniowym L4 i powrocie do korporacyjnego wiru, próbuje złapać oddech. Weekendowy relaks zamienił się jednak w walkę o przetrwanie bólu przed kanałowym leczeniem zęba. Byle do poniedziałku…

Leżę w łóżku z laptopem na kolanach i nie mogę się nadziwić widokowi białej kulki, która zawitała do naszej rodziny w październiku. Minęło ponad pół roku, a ja nadal czuję wdzięczność obserwując jak drugi czworonóg nabiera rozmiarów. A początki były ciężkie, spora anemia, drobna sylwetka i opóźnienie we wszystkim. Teraz szczęśliwy psiak zwiedza zakamarki naszej dzielni, wtula się we mnie przy każdej możliwej okazji i uczy się życia. Niebywałe jest wychowywać małe stworzenie, po raz drugi. Już nawet zapomniałam jaką kluchą był Pablo, kiedy po raz pierwszy pojawił się w naszym domu. Podwójne szczęście.

Przedstawiam Wam zatem historię Benjamina -> dla nas to BENJI.

Benji miał być szpicem miniaturowym, bo na taką rasę zapadła decyzja, kiedy to leżąc w wannie pomyślałam o przygarnięciu kolejnej istoty. Dziesiątki ofert hodowli wyszukanych, wybrane zdjęcie szczeniąt i kontakt z hodowlą. I tu zaczął się los pomyłki – z korzyścią dla mnie jak widzę obecną sytuację – właścicielka hodowli z racji wiejskich okolic w rozmowie telefonicznej gubiła zasięg, rozmawiałyśmy o samcu – bo tylko piesek wchodził w grę i umówiłyśmy się, że smsem zarezerwuje psiaka powołując się na ogłoszenie. Wysłałam więc od razu wiadomość, prosząc o zostawienie dla mnie pieska i z prośbą o datę odbioru. Jak się okazało, hodowcy przyjeżdżali w weekend do Wrocławia i z dokumentami mogli nam dostarczyć małego. Ucieszyła mnie możliwość odbioru psiaka w moim mieście i tak też się stało.

Ku mojemu zdziwieniu w luksusowym samochodzie to nie szpica miniaturowego ujrzałam a 8 zarezerwowanych szczeniąt rasy maltańczyk – i tu spieszę z wyjaśnieniem – Państwo mieli 2 hodowle, ja nieświadoma innych ogłoszeń, które zamieścili odnośnie innej rasy powołałam się w smsie na portal ogłoszeniowy i zarezerwowałam pieska – nie dodając że chodzi o szpica miniaturowego – wydawało mi się to oczywiste – a jednak… Kiedy te maleńkie oczęta popatrzyły w moją stronę, wiedziałam, że już bez niego nie wracam;] I tak stałam się posiadaczką 8-tygodniowego maltańczyka – zupełnie przez przypadek. Dodam jeszcze, że w międzyczasie poinformowałam narzeczonego o pomyłce i uzgadniając co dalej, usłyszałam stanowcze NIE na rasę maltańczyk, która tak go zawsze irytowała. Problem jednak w tym, że ja już się zakochałam i z ramion nie mogłam wypuścić tej białej kulki. Pomyślałam więc, że kilka cichych dni w domu niewiele zmieni, a decyzja już podjęta;]

Urodził się z 7ką innych maltańczyków, na wiosce z dala od Wrocławia. Gdy po raz pierwszy trzymałam go w ramionach, ze strachu chował się w mój sweter, a pierwsze godziny w domu przespał w wanience wyścielonej kocem, z dala od wścibskiego Pabla. Bo tak, niestety dla Pabla pierwsze zderzenie z małym to zazdrość, odgłosy niczym chęć zabawy nową włochatą zabawką i kłapanie mordką z zamiarem gryzienia. Tak wyglądały pierwsze dni, noce mały spędzał w klatce na kuchennym stole lub w moich ramionach na spacerniaku po kuchni. Telefon do behawiorystki stał się numer 1 i tak po 3 tygodniach ćwiczeń mieliśmy  dwóch najlepszych pieskich braci pod słońcem. Mały uczył się wszystkiego od starszego, a my mieliśmy pierwszą styczność ze szczekającym psem. Także nawet o 5 rano rozwydrzona kulka wychodziła na dwór uczyć się życia.

A jednak coś mnie bardzo niepokoiło, niby spokojny psiak, ale za spokojny na szczeniaka, i mimo właściwej ilości jedzenia nadal za mały, za chudy, w oczekiwaniu na mleczaki. Morfologia okazała się odpowiedzią, duża anemia, konkretne leki i cała uwaga skupiona na małym. Po 4 miesiącach Benji w pełni cieszy się życiem, rośnie wg wieku i wczoraj pożegnaliśmy ostatni mleczny ząb. A ja zyskałam kolejnego kompana życia, istotkę, którą bezgranicznie kocham i za która jestem w pełni odpowiedzialna.

Czy przygarnięcie drugiego psiaka było dobrą decyzją?

Zdecydowanie TAK – mimo problemów zdrowotnych malucha, cudownie jest patrzeć na poprawę i jego rozwój. Mam świadomość, że bardzo jest już związany z Pablem i że Pabla kiedyś zabraknie, ale wiem też, że zostaniemy razem na wiele, wiele lat. Mam też ten przywilej, że spędzam z psiakami bardzo dużo czasu, a częściowa praca zdalna pozwala na zapewnienie im dużej ilości spacerów i inny poziom komunikacji;]

Ten miesiąc przeznaczyliśmy na rozwojowe zakupy:]
– rower – holenderski jednoślad z kilkunastoletnim doświadczeniem
koszyk na rower (przód) dla Benji’ego
przyczepka Mini Bee dla Pabla
i choć jeszcze długi czas oswajania przed nami, to równie wiele ciekawych wycieczek czeka na nas w dłuższej perspektywie.