Ostatnie dni dały mi w kość, ale też pozwoliły docenić niezmienne faktory w moim życiu. Niezmienne – istniejące, niezależnie od mojego nastroju i stanowiące pewnego rodzaju lekarstwo na każde zmartwienie. Jednym z takich kropelek szczęścia w morzu łez jest mój buldog francuski.

Dlaczego buldog?

To właśnie czworonog w przypadku mojej choroby okazał się bezcenną terapią.  A po 4 latach codzienności w świecie buldoga francuskiego, śmiało mogę stwierdzić, że innego psiaka w moim życiu sobie nie wyobrażam.
  1. Zmusza mnie do ruchu – no dobrze, spacery z buldogiem są porównywalne z wyścigami ślimaków, ale świeże powietrze zawsze pomaga. Nawet przystanki z leżeniem w trawie i obserwacją bardziej ruchliwych osobników.
  2. Zmusza mnie do odpoczynku – i tu o dziwo cykl dnia Pablo opanował do perfekcji. Wybija godzina 20, słyszę płaczącą, siedzącą obok biurka bulwę – bo przecież jeszcze nie pościelone. A ja to lubię – uwielbiam, kiedy przypomina mi o porzuceniu monitora i relaksacji.
  3. Zyskując buldoga, odnalazłam swój cień. Gdzie ja, tam i on. Razem jemy, razem śpimy, razem leżakujemy, razem czytamy, razem pracujemy, razem się bawimy, razem się droczymy, razem o siebie dbamy. Gdy on mnie potrzebuje, nie odstępuję go na krok. Gdy ze mną coś nie tak, on jest pierwszy przy mnie.
To wszystko przewyższa wszystkie gorsze momenty, irytacje codziennymi obowiązkami, odpowiedzialną pielęgnację jak to u buldożka bywa, wysokie rachunki za leki i operacje czy usilne poszukiwanie najwyższej jakości biologicznego jedzonka. Obok tego jest ten świat buldoga humorzastego, który o godz. 9 przymulony, zaczyna dzień. Który i tak wszystko zrobi po swojemu. Który musi mnie mieć w zasięgu wzroku i który tak słodko przeprasza jak nabroi. Pytanie dlaczego buldog? Dlatego. Dla kolejnego chrumknięcia… kolejnej nocy z chrapaniem w tle… kolejnej strugi śliny do wytarcia ze ściany.

Co pomaga najbardziej?

Fakt  jego obecności i pewności, że czeka, że cieszy się na mój widok, że poświęca mi całą uwagę. Najbardziej w całym swoim życiu boję się samotności. I to on ten strach potrafi zabrać każdego dnia. Idealne są chwile wspólnych zabaw, gdy umysł wyłącza się z zawirowań tysiąca problemów i odpoczywa. A gdy już ręce opadają nad kolejną komplikacją i rozwiązania nie widać na horyzoncie, w oddali można usłyszeć chrumkanie – Pablo nadchodzi. I to jest życie. To te chwile, które zostaną ze mną na zawsze. To Ci ludzie poznani, dzięki miłości do buldogów. To PieskieSzycie.pl, które bez Pabla by nie powstało. To bezgraniczna miłość buldoga i jego dziecięce zachowanie. I za te chwile jestem wdzięczna.

A gdy już sił brak?

I takie dni się zdarzają, buldog nie rozwiązuje problemów, nie zmniejsza zobowiązań. Buldog pozwala mi je przetrwać. Jako idealny kompan drzemek, towarzyszy mi gdy resetuję umysł śpiąc lub czytając w łóżku cały dzień. Buldog jest niezwykle wyrozumiałą rasą.  

Sprawdź Podobne Wpisy