Jestem, niedziela, 5 rano, kawa na parapecie, a ja wpatrzona w krople deszczu za oknem podziwiam widok z czasów dzieciństwa. Te same kąty, te same żaluzje, te same bujające się na wietrze gałęzie. Wróciłam.

Taki drobny przystanek na drodze do własnej hacjendy. W połowie sierpnia odbieram mieszkanie i już nie mogę się doczekać, a na chwilę obecną noce spędzam na starych śmieciach w rodzinnym mieszkaniu, a dnie w nowym biurze, którego klimat pokochałam w minutę. Ale co to był za tydzień, wyprowadzka z najmowanego  mieszkania to nie lada przedsięwzięcie zważając na ilość klamotów. Tyle kursów zrobionych w celu przewiezienia całego dobytku, ale udało się. Poprzednie mieszkanie pomalowane, zdane i żegnajcie najmowane kąty, na które przez ostatnie 1,5 roku poszło 36 tys. – szkoda gadać…

Ilość wizyt z urzędach, papierologii kredytowej wykończyła nas emocjonalnie. Obiecuję poświęcić oddzielny wpis na kupno mieszkania i kredyt hipoteczny, ale wiedzcie że w 2 miesiące da się wybrać mieszkanie, domknąć sprawę kredytową i dokonać transakcji. Ale ile to nerwów i czasu kosztuje – nikt o tym nie mówi, nikt nie uprzedza;]

Wczoraj nastąpiło całkowite załamanie emocji, a właściwie poczucie niemocy fizycznej i psychicznej. Po powrocie z biura o 20, nie byłam w stanie nawet wybrać templatki do nowego projektu, a to najprostsza czynność. A kiedy już usiadłam na łóżku i łzy sam zaczęły lecieć po policzku, dałam sobie czas na odpoczynek, bez oczekiwań, bez obowiązków, bez przymusu. A dziś – dzień zaczęty tak wcześnie nie może się nie udać. Z nowym pokładem sił, wracam do pozytywnych emocji i do wewnętrznego dziecka pełnego nadziei na przyszłość. Wracam. I tak sobie pomyślałam, że to moje życie to taki bumerang – zawsze wraca – czy to w kwestii miejsc, ludzi czy też emocji. Niektórzy powiedzą, że nie wchodzi się 2 razy do tej samej rzeki. A ja wiem, że rzeka ta sama, ale ja jestem lepszą wersją siebie. Warto wrócić.

Sprawdź Podobne Wpisy