Już wrzesień, a ja nawet nie w połowie mojego rocznego planu działania. Jednak wiele wydarzeń w nim nie zaplanowałam, jak choćby kupno mieszkania, sklep internetowy czy własną firmę. Tak, działam prężnie nad sklepem online, rozwijając jednocześnie agencję interaktywną i ogarniając życie niezawodowe. Trochę tego jest i mimo świadomości odmienności mojego życia od etatów moich znajomych, ich cudownych zdjęć wakacyjnymi na Facebooku i mimo całkowitego ograniczenia wydatków – nie zamieniłabym się za nic na świecie.

A jednak… zmęczenie ogranicza i brak humoru doskwiera przy codziennej ciężkiej pracy.

Kiedyś myślałam, że podróże są tym czymś, a mnie kręcą tylko lotniskowe wariacje w wymiarze transportu, nie miejsca docelowego zwiedzania czy leżenia na plaży. Mam dni kiedy głowa jedno, ciało drugie i ten głos, żebym dała sobie spokój z biznesem i zrezygnowała z niepewnej przyszłości w miejsce etatowego stanowiska 8-16. Ale nie, mi za mało tam wrażeń, kocham tworzyć, co wiąże się ciągle z czymś nowych i nie potrafię codziennie wypełniać tej samej tabelki czy wychodzić z domu o tej samej godzinie.

Oczywiście są osoby, dla których rutyna to bezpieczeństwo i ja to rozumiem, chwała im za to, jacy są, bo kocham odmienności, ale nie, to nie ja. I będąc młodsza, próbowałam samą siebie przekonać, że tak właśnie wygląda codzienność, że takie są oczekiwania, że praca w korporacji daje prestiż. Nic bardziej mylnego. To łatwy zarobek, ale czy rozwojowy? Mało kreatywny na pewno.

Do tego ten wyimaginowany przymus społeczeństwa, że praca, że własne mieszkanie, że auto i że rodzina. Nie wyobrażam sobie nałożenia takiego szablonu na moje życie. Pablitowski mi wystarczy;]

Sprawdź Podobne Wpisy