Tak to właśnie w obecnym świecie jest, że bez telefonu i internetu ani rusz. Łapię się już na codziennym tępym przeglądaniu portali z wiadomościami, które i tak nic nowego do mojego życia nie wnoszą. Także basta. I tak, jak sobie powiedziałam stop tego ranka, już zaliczyłam spacer z Pablitowskim, wysprzątałam kuchnię, robię drugie pranie i czuję się o wiele lepiej bez sprawdzania telefonu, co chwilę.

Niech umysł odpocznie.

I to nie znaczy, że nie siadam do komputera, bez niego pracy nie wykonam, ale nie ma już tych elementów, które sprawnie odwracają moją uwagę od rzeczy istotnych. 5 minutek tu, 5 minutek tam i godzina mija, dzień się kończy, zadanie niewykonane, frustracja rośnie. Postępy widzę, Agile sprawdza się w moim życiu i planner Pani Swojego Czasu również, 3 priorytety dziennie, iteracja i już. Codziennie słyszę, że się nie da, że priorytety w pracy agencji interaktywnej co chwilę się zmieniają, że nie można poukładać sprawnie każdego procesu. A problemem nie jest styl pracy, a ilość branych zleceń niestety. Złożony temat, mogłabym o nim paplać i paplać bez końca.

Wracając do czerpania radości z chwili, wczoraj oddałam się błogim zabiegom u fryzjera i to jedyny dzień w miesiącu, kiedy czuję się wyjątkowo, z odżywkami, odświeżonym kolorom i fajnym towarzystwem. Smutne, nie? Jeden dzień. Po fryzjerze czekała mnie codzienność, tankowanie, zakupy i… zaskoczenie w galerii handlowej Marino (jeśli można to nazwać tak, bo przypomina zapomniany już gmach, który sprawnie odstrasza najemców). Ale ku ogromnemu zdziwieniu natrafiliśmy na miejsce z pysznym śniadaniem, i próbowałam odnaleźć tę knajpkę na mapie sklepów Marino, ale o promocję się nawet nie postarali. Nazwę jednak pamiętam – Kresowe Smaki. W każdym razie śniadanie – jajecznica z 4 jajek, 2 kiełbaski, chleb i dodatki (musztarda, ketchup, pomidor, ogórek, papryka, cebula) i to wszystko 10,90 zł. Uwierzycie? Czułam się jak na domowym śniadaniu i taką porcję wsunęłam sama ze smakiem. Polecam! Brakuje takich miejsc we Wrocławiu, niestety.

Po tak rozpoczętym dniu, reszta nie może się nie udać. A jednak. Powrót do domu i niemoc artystyczna. Jeden mail od Klienta i szlag trafia całe pozytywne nastawienie, jak to jest możliwe? Myśli, które towarzyszyły frustracji nie pozwoliły na sprawne ukończenie zadań i tak 6 godzin zajęło mi tworzenia contentu na social media. A gdzie pozostałe 2 priorytety?

Wieczór, spacer z Pablitem, romantyczna kąpiel, siły odzyskane. Szybkie poprawki na stronie Klienta i chwila dla siebie, youtube w ruch (niepotrzebnie oczywiście). Ale tym razem New Celebrity Apprentice. Schwarzenegger ok, ale tęsknię za Trumpem. I tu muszę się przyznać, że odkąd pamiętam Trump był moim idolem w świecie biznesu i nawet obecna krytyka i zawirowania polityczne, nie zmienią tego. Uwielbiam jego książki i podejście do finansów i tak zerkam na pozycje na półkach i z uśmiechem wspominam jego dzieło z Kiyosaki. Oceniam jego postać wyłącznie z punktu widzenia biznesu, nie wnikam w zachowania, charakter i życie prywatne. To mnie ni interesuje.

Reszta wieczoru to buszowanie po bezsensowych stronach -> decyzja o detoksie zapada.

Sprawdź Podobne Wpisy